Menu

Ks. Jacek Stryczek

Ksiądz Jacek WIOSNA Stryczek - duszpasterz akademicki, duszpasterz ludzi biznesu. Pomysłodawca, współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia WIOSNA. Znany z nowatorskich pomysłów ewangelizacyjnych, PR-owiec, promotor CSR. Ks. Jacek Stryczek od lat wychowuje i uczy mądrze pomagać innym kolejne pokolenia młodych duchem ludzi. Przez wiele lat był duszpasterzem akademickim w kolegiacie św. Anny w Krakowie. Następnie prowadził duszpasterstwo dla studentów medycyny z Collegium Medicum. Od 2007 roku - Duszpasterz Ludzi Biznesu. Obecnie jego wychowankowie kształtują swoją duchowość i rozwijają się pod jego opieką we Wspólnocie Indywidualności Otwartych.

Nasza homeostaza

jstryczek

Uważam, że na nowo powinniśmy, również jako Kościół, wszystko przemyśleć. Ale każdy z nas powinien to praktykować samodzielnie. Cyklicznie. Trzeba ciągle zadawać sobie pytanie, czy to, co miało dawniej sens, nie zostało go już pozbawione. Nawet, jeśli ktoś znalazł sens swojego życia, nie jest zwolniony z nieustannego pytania siebie o mniejsze sensy. Czy to, co robiłem wczoraj, ma wartość jeszcze dziś? Czy to, jak spędzam czas, ma jakąkolwiek głębię? Kim się staję, podejmując konkretne decyzje?

To nie jest łatwe. Każda, najmniejsza komórka naszego organizmu wykazuje homeostazę, czyli tendencję do utrzymania stanu równowagi, kiedy wszystko jest pod kontrolą, określona liczba jonów wchodzi do komórki i odpowiednia ją opuszcza. Jakiż błogi, niczym niezmącony spokój… Różne bodźce jednak sprawiają, że ta harmonia ulega nagłemu zachwianiu. Otwierają się różne kanały, błona komórki przecieka, zmieniają się potencjały…istna burza! A bodźce to przecież nic innego jak informacja o świecie, o tym, co się dzieje na zewnątrz, o innych komórkach.

My również dążymy do jakiegoś określonego ładu. Status quo daje nam poczucie bezpieczeństwa, bo jest czymś, co już znamy. Zmiana jest wysiłkiem i ryzykiem. W przypadku pojedynczych komórek te zawirowania równowagi są konieczne, by przeżyć. Myślę, że dla nas wychodzenie ze strefy komfortu, naruszanie swojego „świętego spokoju”, gdy emocje rozpętują istną burzę, zadawanie sobie trudnych pytań jest konieczne, by żyć naprawdę.

Krzywda, na którą musimy zareagować

mr.przemek

Dla mnie historia Ani (imię zmienione) jest opowieścią o bezinteresownej brutalności i bezwzględności. Usłyszałem ją między słowami, bo przecież Ania się nie skarżyła, a raczej cieszyła tym, że wraca do normy.

Gdy zaczęła chodzić do szkoły, wpadła w tarapaty. Domyślam się, że wyglądała biednie, czyli gorzej niż inne dzieci i dzieci zaczęły się z niej śmiać. Nigdy nie powinniśmy zapominać o tym, jak okrutne i bezwzględne mogą być dzieci, czy raczej jak my mogliśmy też być okrutni w dzieciństwie. W każdym razie wyśmiewanie się i tym podobne zachowania wywołały w małej dziewczynce ogromny stres. Ten zaś wpłynął na pracę jej tarczycy, a w efekcie końcowym, rozregulował cały jej organizm. Do tego stopnia, że nie potrafiła się skupić, więc i uczyć. Wyobraźmy sobie dziecko, które chodzi do szkoły, ale z powodu stresu nie jest w stanie się rozwijać.

Teraz Ania jest już nastolatką. Mama opowiadała, że ostatnio znowu jeden z kolegów w szkole zaczął ją atakować i to na oczach nauczycielki. Łatwo się domyślić, że Ania nie jest zbyt odporna na coś takiego. Nauczycielka jednak nie zareagowała. Dopiero inna nauczycielka, widząc płaczącą gdzieś w kącie Anię, zareagowała i zaczęła sprawę wyjaśniać.

Drogi Czytelniku, gdybyś mógł zobaczyć pogodne oczy Ani, jej otwartą i pełną chęci życia twarz, jakąś niezwykłość maleńkiego ptaszka uwikłanego w ciernie, który chce się wreszcie stać wolny. Jej skromność i pokorę zanurzoną w umyśle splątanym nadmiarem stresu.

Zapytam retorycznie: dlaczego tak jest? Dlaczego może zdarzyć się coś takiego? Dlaczego ktoś bezinteresownie potrafi zniszczyć kogoś innego, tylko dlatego, że tamten jest słabszy? I jeszcze jedno „dlaczego”: jakimi ludźmi są ci dorośli, którzy widzą i nie reagują? Nie mogę się z tym pogodzić.

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3717150,krzywda-na-ktora-musimy-zareagowac,id,t.html

Co jeszcze może być?

jstryczek

Dobrze to sobie przemyślałem… wiara jest patrzeniem w przyszłość, nie oglądaniem się za siebie, na to, co już było. Jasne… można głaskać i pielęgnować w sobie żale, rozgoryczenia, rozczarowania, zranienia, oburzenia, zniechęcenia. Pławić się w lepkim, ciągnącym się rozmyślaniu o tym, co się zdarzyło. Wiara natomiast jest ciągłym odradzaniem się, niewyczerpywalną nadzieją na to, co może być. Co jeszcze może być? Otwartością na to, czego sobie nie wyobrażam; po czym nic już nie będzie tak jak przedtem. Uwielbiam przesuwać horyzont. Coraz dalej i dalej. A on się i tak nie kończy. Wierząc, dotykam więc nieskończoności. Doświadczam nieskończoności - nieskończoności jak ta cisza bez dna szeptu z wiersza „Rachunek sumienia” ks. Twardowskiego, który ostatnio cytowałem na kazaniu.

© Ks. Jacek Stryczek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci