Menu

Ks. Jacek Stryczek

Ksiądz Jacek WIOSNA Stryczek - duszpasterz akademicki, duszpasterz ludzi biznesu. Pomysłodawca, współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia WIOSNA. Znany z nowatorskich pomysłów ewangelizacyjnych, PR-owiec, promotor CSR. Ks. Jacek Stryczek od lat wychowuje i uczy mądrze pomagać innym kolejne pokolenia młodych duchem ludzi. Przez wiele lat był duszpasterzem akademickim w kolegiacie św. Anny w Krakowie. Następnie prowadził duszpasterstwo dla studentów medycyny z Collegium Medicum. Od 2007 roku - Duszpasterz Ludzi Biznesu. Obecnie jego wychowankowie kształtują swoją duchowość i rozwijają się pod jego opieką we Wspólnocie Indywidualności Otwartych.

Płeć

mr.przemek

Mężczyzną i niewiastą stworzył ich Bóg - to jeden z częściej cytowanych fragmentów Biblii. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś chce z tego fragmentu wyciągnąć wniosek o boskim pochodzeniu płci. Warto zwrócić uwagę, że akurat ten fragment Biblii ma charakter etiologiczny.

Autorzy biblijni żyli w świecie płci i mieli potrzebę opisać, od czego świat mężczyzn i kobiet się zaczął. Przecież nie byli przy stworzeniu świata, ale świat znali. Tworzyli więc mity o jego powstaniu. Dzisiaj wiemy dużo więcej na temat płci. Dlaczego są dwie? W procesie ewolucji moglibyśmy się rozmnażać przez podział, jak pantofelki. Albo moglibyśmy mieć trzy płci. Mamy dwie. Dlaczego? Rozmnażanie przez podział nie daje szans na dużą różnorodność genetyczną.

Jako gatunek nie mielibyśmy wielu szans na dostosowanie do zmieniających się warunków. Z kolei trzy płci wymagałyby zbyt dużego nakładu energii potrzebnej do rozmnażania. Dwie są wystarczające. Płeć jest w nas jedynie zapisem ewolucyjnym. Płeć, a co za tym idzie - seks.

To nie jest najlepszy wariant rzeczywistości, ale to jest rzeczywistość wystarczająca do tego, by gatunek przetrwał. Nie ma więc powodu, aby doszukiwać się w męskości lub kobiecości czegoś wyjątkowego. Raczej mamy zobowiązanie, aby nie być tylko wytworem ewolucji, ale stawać się ludźmi. Takie podejście daje nam wolność. Możemy uwolnić się od przeświadczenia, że istnieje jakiś ideał, do którego musimy się dostosować. Odwrotnie, zawsze będziemy mieli problemy ze sobą. To normalne.

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/plec,12574544/

Jeszcze o pięknie

mr.przemek

Trochę boję się pisać o pięknie. Bo to bardzo abstrakcyjny temat. Ale jakże praktyczny. Dla mnie piękno jest w całości - stajemy przed nim - a ono po prostu jest. Olśniewa, oszałamia. W takim sensie jest piękno niepodzielne.

Ale jest też inne piękno. Piękno, które się składa. Piękna uczyły mnie kobiety. Jak rozumiem, umysł kobiety obejmuje sobą wiele szczegółów, wiele spraw - i wszystkie naraz. Trudno nad tym zapanować. Chyba że wszystko do siebie pasuje. Wydaje się, że kobiety noszą w sobie postulat piękna. Wiem to z ich relacji, z opowieści. Z ich wewnętrznej siły, z zamiarów i z dążeń. Dla mnie wartością była prawda. W spotkaniach, które teraz relacjonuję, zderzyła się prawda i piękno. 

Co ciekawe, zamieniły się miejscami. Perła kobiecości - to grupa kobiet, z którymi wiele lat temu zacząłem współpracę. Perła odkryła prawdę. Ja odkryłem piękno. One zaczęły sprawdzać po owocach, czy tylko im się wydaje, czy też tak jest naprawdę. Ja zaś zacząłem szukać harmonii. Perła kobiecości ma dzisiaj dużo do powiedzenia. Na przykład prowadzą szkolenia z piękna myśli. 

Jak same twierdzą, piękno rodzi się w środku, a na zewnątrz jedynie je widać. Dla mnie jednym z pierwszych doświadczeń piękna było piękno równań matematycznych. Wmyślanie się w nie, podziwianie. Że jakoś to pasuje. Składa się. Szukam słów. Według mnie, piękno to nie jest składanka. Piękno się składa, by powstała nowa jakość. To nie części, ale nowa całość. Piękna kobieta to całość, a nie jej piękne części. Piękny człowiek. Piękne życie. Piękna rodzina. 

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/jeszcze-o-pieknie,12529684/

Piękno

mr.przemek

Czym jest? Czasami ktoś mi zadaje pytanie, a ja z tym pytaniem chodzę. Myślę. A po myśleniu próbuję to ubrać w słowa. Dla mnie piękno ma dwie odsłony osobiste.

Kiedyś patrzyłem na nie. Analizowałem i oceniałem. Było materią dla mojego umysłu. Było na zewnątrz. Może czasami zapłakałem lub raczej, w moim przypadku, wzruszyłem się. A potem nastąpiła przemiana. Zawdzięczam ją osobie, która wcześniej z pięknem obcowała. Odkryłem, że nie potrzeba słów i analiz. Nie trzeba tego werbalizować. Nie trzeba nazywać. Można obcować. Dla mnie przede wszystkim piękno jest we mnie.

Często je widuję, gdy tam wchodzę. Paradoksem jest to, że mocno na mnie działa, mocno mnie ma, a ja nie mam za dużo uzdolnień, by je wyrazić. Nie mam zdolności plastycznych ani muzycznych. I tak naprawdę kiedy coś robię, kieruję się pięknem. Od razu wiem bowiem, że to jest harmonia, że wszystko pasuje do siebie. Tak jest ze Szlachetną Paczką oraz moją miłością do bogatych. Ale piękno jest, czy raczej bywa. Uwielbiam je. Staję przed nim, jak kiedyś na łące. Porzuciłem rower, było upalnie i gorąco. Dałem sobie czas, by usiąść na miedzy. Wstałem i otworzyłem sobą wszystko, co miałem do otwarcia. Byłem otwarciem. I tak oddziaływaliśmy na siebie: łąka w słońcu i ja. Lubię sztukę, ale tylko z pięknem. Widzę, czy artysta widzi. Nie zawsze od razu. Gdy widzę, porozumiewam się z nim. Nie myślę, że piękno jest subiektywne. Nie mylić z gustem. Z upodobaniem. Piękno raczej jest i staje się, nie musi się dopasować. Wierzę w piękno.

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/piekno,12507004/

Rower nad Wisłą

mr.przemek

Wpadłem w korek. Rowerem na kładce Bernatka. Coś takiego zdarzyło mi się po raz pierwszy w życiu. Prawdziwy rowerowy korek. To była ostatnia sobota, bardzo słoneczna.

W tym jednym wydarzeniu kryją się moje dwa wielkie, choć lokalne odkrycia. Przede wszystkim nas, rowerzystów, w Krakowie jest już bardzo dużo. Jeszcze dziesięć lat temu byłem w Krakowie w mniejszości, a w zimie jednym z nielicznych. A teraz! Zapewne przyczyniły się od tego liczne ścieżki rowerowe.

Właśnie je odkryłem, choć uważam, że czasem są niezwykle niebezpieczne. Widać to po rowerzystach, którzy konsekwentnie nie stosują się do sygnalizacji świetlnej lub jeżdżą pod prąd, wybierając wyznaczone pasy na drodze. Nie jadą nimi zgodnie z wyznaczonym kierunkiem, ale w przeciwnym. Tak bardzo pragną czuć się na drodze bezpiecznie, że nie widzą strzałek, ale jadą na zderzenie czołowe z innymi rowerzystami.

Ale nie narzekajmy, ogólnie jest lepiej. Widać to choćby po tym, jak wiele rodzin jeździ razem z dziećmi. Kierowcy samochodów powinni być im wdzięczni, bo korki są mniejsze. 

Drugie odkrycie dotyczy nabrzeża Wisły. W ciepłe dni jest coraz więcej osób. Ludzie odkrywają dla siebie nowe miejsce na wypoczynek. Nie ma tam zbyt wielu inwestycji, ale coś się ruszyło. Myślę, że powoli przypominamy sobie w Krakowie, że mamy Wisłę (w PRL-u nam śmierdziała). 

Jest jednak wiele miast na świecie bardziej zwróconych w kierunku rzeki. Choćby Ottawa, Montreal, ale też Kazań, Saratów czy Samara nad Wołgą. W Polsce pięknie to wygląda w Bydgoszczy. A my w Krakowie mamy Rynek, Planty, Kazimierz, Podgórze. Pokochajmy też Wisłę.

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/rower-nad-wisla,12482837/

Uciekający sens

mr.przemek

Spotkałem ostatnio gościa (w sensie - fajnego człowieka), który wspiął się na szczyty biznesu. Gdy jednak skończył czterdzieści lat, pytanie o to, czy jego życie ma sens, było na tyle mocne, że zakończył swoją karierę zawodową. Zrobił sobie przerwę. Rozpoczął cykl wyjazdów z rodziną i cieszył się czasem na myślenie i rozwój.

Dla mnie to jest klasyczna sytuacja. Nie sztuką jest mieć w sobie motor napędowy do życia, gdy jest się młodym. Jakby coś nas niosło samo. Chce nam się poznawać, wygrywać, budować, tworzyć. W tym czasie zdobywamy zawód, pracę, rozwijamy się, zakładamy rodzinę, budujemy dom. Pojawiają się dzieci. A potem przychodzi magiczna granica lat czterdziestu, gdy to wszystko przestaje mieć sens. 

Chyba umiem wytłumaczyć, dlaczego właśnie wtedy.

Otóż jako gatunek - ludzie, człowiek - jesteśmy wciąż paleolityczni. Czyli to, jacy byliśmy 10 tysięcy lat temu nie zostało zmienione. To jest zbyt krótki okres na zmiany ewolucyjne. Ale w tym czasie dokonaliśmy ogromnych zmian kulturowych i cywilizacyjnych. 10 tysięcy lat temu żyliśmy do czterdziestki. To wystarczyło, by mieć dzieci i by dzieci się usamodzielniły. Dwa pokolenia. Nie jesteśmy więc ewolucyjnie dostosowani do długiego życia. Jest to dla nas nowością. Dla nas jako gatunku. Dlatego nasz samolubny gen napędza nas do tej granicy, a potem nie wiadomo, co ma nas motywować. I zaczynają się kryzysy. 

Według mnie, po czterdziestce wiadomo, że sens zaczyna uciekać. Że go mieliśmy, ale w każdej chwili może nam uciec. Czasami punktualnie, równo z kalendarzem. A często później. To działa trochę tak, jakbyśmy mieli w sobie wirusa bezsensu. Wystarczy małe osłabienie, a on się uaktywnia. Można z tym wirusem sporo zrobić, ale przed chorobą nie można uciec.

ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/uciekajacy-sens,12461906/

© Ks. Jacek Stryczek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci