Menu

Ks. Jacek Stryczek

Ksiądz Jacek WIOSNA Stryczek - duszpasterz akademicki, duszpasterz ludzi biznesu. Pomysłodawca, współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia WIOSNA. Znany z nowatorskich pomysłów ewangelizacyjnych, PR-owiec, promotor CSR. Ks. Jacek Stryczek od lat wychowuje i uczy mądrze pomagać innym kolejne pokolenia młodych duchem ludzi. Przez wiele lat był duszpasterzem akademickim w kolegiacie św. Anny w Krakowie. Następnie prowadził duszpasterstwo dla studentów medycyny z Collegium Medicum. Od 2007 roku - Duszpasterz Ludzi Biznesu. Obecnie jego wychowankowie kształtują swoją duchowość i rozwijają się pod jego opieką we Wspólnocie Indywidualności Otwartych.

Wychowanie bez sensu

mr.przemek

Dziwi mnie, że młodym ludziom się nie chce, ale jeszcze bardziej, że ich rodzice mają do nich o to pretensje.

Coraz bardziej powszechne wśród młodych ludzi jest poczucie zagubienia, utrata sensu i kierunku życia. Jest to o tyle zadziwiające, że w tym okresie rozwoju mamy niesamowite siły witalne, no i ewolucyjnie jesteśmy nastawieni na prokreację, rodzinę. 

Można powiedzieć: młodość to czas, gdy nam się chce. Dziwi mnie więc, że młodym ludziom się nie chce, ale jeszcze bardziej, że ich rodzice mają o to do nich pretensje albo wręcz wyśmiewają głupotę swoich zagubionych dzieci. Według mnie 99 proc. przypadków pogubienia dzieci to kwestia wychowania. Pozostały procent to pogmatwane relacje z rówieśnikami. 

Po latach obserwacji wiem już, jakie wychowanie mocno wpływa na demoralizację dzieci. Najgorsze i najbardziej powszechne to wychowanie przez dogadzanie. Jeśli dziecko ma wszystko i otrzymuje to z łatwością, to można mieć 75% pewności, że będą kłopoty. Takie dziecko nie wie, o co ma walczyć w życiu (bo wszystko ma) i nie ma nawyku pokonywania trudności.

Na drugim miejscu wskazałbym wychowanie religijne czy też pseudoreligijne. Chodzi o religię cudowności, gdy ktoś zajmuje się swoimi emocjami religijnymi, oczekiwaniem na łaskę i wikłaniem się w mniej lub bardziej zrozumiałe zasady. Brak spójności między religijnością a codziennym życiem to klimat mocno destrukcyjny. Potem są różne sytuacje wychowawcze, jak np. wychowanie przez wymagania, a bez wsparcia, rozbite rodziny, problemy rodzinne itd. Tu jest różnie, ale nie aż tak źle. Z takich rodzin może wyjść dziecko, któremu się chce, ale niekoniecznie tego, co dobre. 

I wreszcie fundamentalne i podstawowe wychowanie do pracowitości. Wychowanie przez pracę. Jeśli spotykam dzieci wychowane w tradycyjnych rodzinach, w których życie rodzinne to w dużej mierze czas na pracę w polu, w warsztacie, w domu, to nie widzę postępującej destrukcji cywilizacyjnej. Nie to, co dziecko dostaje, ale to, co wypracowuje, buduje jego siły życiowe. 

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/wychowanie-bez-sensu,12439046/

Poszukiwanie sensu

mr.przemek

Co warto robić? To, co ma sens. Odpowiedź jest dość prosta. Ciekawe, że w człowieku potrzeba sensu jest niezbywalna. A brak sensu skutkuje odcięciem energii życiowej.

Poczucie sensu jest najsilniejszym motywatorem do pracy. Oznacza ono, że warto nauczyć się nie tylko zarządzania czasem, ale też zarządzania sensem.

Pisząc ten tekst, staram się za pomocą metody fenomenologicznej poobserwować ją. Czyli zobaczyć, jak mi się jawi. Na pewno sens nie jest czymś oczywistym. Czasami opieka matki nad dzieckiem daje jej mocne poczucie sensu. Ale za chwilę to wszystko może wydawać się bez sensu. Na przykład dlatego, że koleżanki idą na imprezę, a ona musi siedzieć w domu. 

Nie można powiedzieć, że sens jest mocno skorelowany z tym, co robimy. Że gdybyśmy robili sensowne rzeczy, to widzielibyśmy ich sens. Od lat obserwuję pewną siostrę, która z ogromnym zapałem sprząta, porządkuje i dekoruje kościół. Wciąż robi to samo, ale za każdym razem wydaje mi się, że odnajduje w tym nowe poczucie sensu. Patrząc w głąb, dostrzegam kilka czynników sensotwórczych. 

Przychodzą one (to chyba dobre sformułowanie - przychodzą) z duchowości, z relacji i z celów, które sobie stawiamy. Nie przychodzą z zewnątrz, choć to, co na zewnątrz, może do nas przemawiać. Przykładowo znam całkiem sporo osób, które uwarunkowane są pieniędzmi. Do mnie zaś pieniądze nie mówią, co zresztą jest największym problemem dla Wiosny, którą zarządzam. 

Pieniądze wolę zarabiać przy okazji, robiąc rzeczy sensowne dla mnie. Jak działa sens? Jeszcze raz spoglądam w siebie. Wydaje się, że sens przychodzi. Ale również mamy możliwość nadawania sensu. Sprzątanie samo z siebie nie jest zbyt sensotwór-cze, ale sprzątanie dla Boga, już tak. Albo dla bliskich. Trochę mamy ten sens w ręku, a trochę jednak pojawia się, przychodzi. Na pewno warto obcować z sensem, przebywać w przestrzeni sensu. Bo wtedy chce się żyć.

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/poszukiwanie-sensu,12418564/

Optymalizacja czasu

mr.przemek

Przez ostatnie 30 lat udało mi się zoptymalizować swój czas. Mam na myśli to, że nie robię wielu rzeczy, które wydawało mi się, że muszę robić. Spróbuję wyliczyć choć niektóre.

Otóż, nie rozmawiam z ludźmi, którzy mówią, ale nie słuchają. Zwykle mówią i narzucają się ze swoim mówieniem, a nic z tego nie wynika. Nie uczestniczę w spotkaniach, w czasie których ludzie mówią o niczym. A jeśli w czasie spotkania włączony jest telewizor, wychodzę od razu. 

Praktycznie nie robię prezentów. Odgadywanie, co może być miłą niespodzianką dla ważnej dla mnie osoby, jest stresujące i obciążające. A potem szukanie tej rzeczy - tym bardziej. Zamiast tego, jak akurat coś mi się skojarzy, nawet bez okazji, lubię coś podarować. 

Nie robię też od dawna tego, czego ludzie ode mnie oczekują. Już wiem, że zwykle to nie są mądre pomysły. Każdy by chciał, aby było tak, jak on chce. Zamiast więc spełniać niezliczone prośby, naciski, a nawet groźby - staram się pomagać mądrze. Tak, aby temu człowiekowi było rzeczywiście lepiej. 

I z biegiem czasu odkryłem, że ludziom jest lepiej wtedy, gdy są lepsi. Gdy się rozwijają. Danie inspiracji do rozwoju uważam też za najcenniejszy prezent, jaki mogę sprawić. Rzeczy przemijają, a to, że my stajemy się fajniejsi - zostaje. Czego jeszcze nie robię? Ograniczam rytuały.

Codzienne wspólne posiłki, niezliczoną ilość imienin, urodzin itd. W moim przypadku, choćby z powodu tego, że mam mnóstwo przyjaciół i znajomych, jak również tych, którzy by chcieli ode mnie pomocy - ograniczenie liczby spotkań, rozmów, zaangażowania w niepotrzebną pomoc i okolicznościowych spotkań - to konieczność. 

Z powodu natłoku tych wszystkich rzeczy już wielokrotnie mdlałem z przemęczenia. A z perspektywy czasu widzę, że gdy tego wszystkiego nie robię, to nic złego się nie dzieje. Mam więcej czasu. Mam jakikolwiek czas, którym mogę dysponować. Kiedyś napisałem na swoich drzwiach: nie mogę więcej, ale mogę lepiej. 

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/optymalizacja-czasu,12397920/

Tłuczek do mięsa

mr.przemek

Wspólne jedzenie jest synonimem dobrze budowanych relacji w rodzinie, z przyjaciółmi itd. A co by było, gdybyśmy jako ludzie nie musieli jeść?

Jest niedziela. Tuż obok z mieszkania słyszę przygotowania do niedzielnego obiadu. Tłuczek do mięsa, tłuczek na mięsie. Sam za chwilę zaczynam obierać ziemniaki. Też muszę, chcę i będę jadł. I zadaję sobie pytanie: co byśmy robili, gdybyśmy nie musieli jeść? 

Pamiętam też soboty. W sobotę chodziłem po osiedlu z komunią świętą do chorych. Przemierzałem dość dużą część osiedla i z różnych mieszkań słyszałem krzyki i generalnie było awanturowato.

Proszę mi wybaczyć to słowo, ale niech ono oznacza właśnie te sobotnie awantury. Po jakimś czasie odkryłem, o co chodziło. Otóż ludzie nie widzieli się cały tydzień, a gdy wreszcie spotykali się w soboty, to była dobra okazja do sprzeczki. Tak było w każdą sobotę. 

Soboty to jedna z wersji spędzania czasu wtedy, gdy nie jemy, nie zajmujemy się jedzeniem. Wspólne jedzenie jest nawet synonimem dobrze budowanych relacji w rodzinie, z przyjaciółmi itd. A co by było, gdybyśmy jako ludzie nie musieli jeść? Co byśmy takiego robili. Pamiętam, kiedyś młody chłopak opowiadał o tym, jak bardzo spieszy się ze szkoły do domu. Ale jak już jest w domu, to właściwie nie ma czym zająć swojego czasu. Wszystko wydaje mu się banalne i po prostu nie chce mu się. 

Sam na co dzień nie poświęcam za dużo czasu na jedzenie. Ale to nie chodzi o mnie, chodzi o filozofię. O wartości. O to, co warto w życiu robić, a czego nie robić. Uwaga, nowe słowo: wyabstrahować „wyodrębnić w jakimś przedmiocie lub zjawisku jego cechy i relacje istotne” (SJP). Skoro jest takie słowo, to znaczy, że ludzie już to robili. Niedziela. Mięso, ziemniaki, tłuczek, obieraczka, stół i masę innych rzeczy. A po drugiej stronie ludzkość. Jako taka. Ludzkość, która nagle nie musi jeść. Ma czas. I co? Co dalej? Sam jestem ciekawy... 

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/tluczek-do-miesa,12355661/

Nurkowanie jako forma życia

mr.przemek

Gorący czas. A mój przyjaciel właśnie zanurkował. Pojechał na rekolekcje ignacjańskie i nie ma kontaktu ze światem. Nic nie wie o tym wszystkim, co się dzieje.

Rozmyślam więc o polskich sporach i o nim. Pamiętam, gdy pracowałem na oddziale paliacji, spędzałem dużo czasu z osobami, które mniej lub bardziej świadomie przygotowywały się do śmierci. Starałem się patrzeć na świat ich oczyma. Widziałem, jak bardzo zmieniały im się priorytety. Prawie wszystko przestawało mieć znaczenie. Pozostawały pytania: czy ktoś mnie kocha, czy dobrze przeżyłem życie, komu pomogłem, co ze mną będzie. No i jak tu przeżyć te ostatnie chwile. 

Nurkowanie. Taką formę życia stosuję od bardzo, bardzo dawna. Wydaje mi się, że chyba nigdy nie uciekałem od prawdy. Zanurzam się i to, co dzisiejsze przestaje mieć znaczenie. Wtedy przebywam w przestrzeni: kim jesteś. Mógłbym też ją nazwać: jesteś tu. Bo „tujestestwo” chyba źle brzmi. To przebywanie ze sobą poza czasem. Ze sobą w świecie wartości. A może powiedziałbym: w świecie ważności. To świat, który pyta się, czy to, czym żyję, naprawdę jest ważne. 

Z tej perspektywy świat wygląda inaczej. Kiedyś ktoś mi zadał pytanie, czy się boję. Nie boję się. Nie dlatego, że nie mam lęków, ale z powodu tego, że świat na zewnątrz nie jest aż tak ważny. Jest doczesny. 

Nurkowanie nie jest wcale ucieczką. Jest przewartościowaniem. Kiedyś my wszyscy, wszyscy, którzy żyjemy w tym kraju, mocno zanurkujemy. I nastąpi głęboka weryfikacja naszych wyborów. Na plus i na minus. Okaże się to, kim jesteśmy, bo kiedyś tylko stawaliśmy się. 

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

http://www.dziennikpolski24.pl/felietony/a/nurkowanie-jako-forma-zycia,12334326/

© Ks. Jacek Stryczek
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci